Menu
Wstąp do związku Kim jesteśmy? Wspieraj związek Napisz do nas

Woda o smaku mleka w służbie zdrowia

O tym, że sytuacja w służbie zdrowia jest tragiczna, nie trzeba przypominać. Prawie wszystkie szpitale są zadłużone po uszy, a obiecanych ustawowo podwyżkach już nawet nikt nie wspomina. Ciągłe reformy polegające na redukcji etatów i zmniejszaniu liczby łóżek dla pacjentów na poszczególnych oddziałach, częste rotacje na stanowiskach dyrektorskich [a co za tym idzie, wypłacanie kolejnych odpraw przekraczających roczną pensję przeciętnej pielęgniarki] , to wszystko pogarsza i tak już fatalną sytuację. Co ciekawsze, ciągle słyszę o braku personelu pielęgniarskiego i pomocniczego. Lecz to nie powinno nikogo dziwić. Likwidacje szkół pielęgniarskich przy równoczesnych zwolnieniach pracowników muszą zakończyć się właśnie takim, a nie innym skutkiem. Obecnie istniejące związki zawodowe, które teoretycznie mogłyby mieć jakąkolwiek siłę przebicia, są całkowicie upolitycznione i pozostają lojalne swoim parlamentarnym protektorom. Niestety nie jest im już po drodze ze środowiskiem pracowniczym i z walką o podstawowe prawa pracownicze.

Strajk jednocześnie we wszystkich szpitalach jednego regionu lub miasta jest praktycznie nierealny. Nie można mówić o strajku generalnym w całej służbie zdrowia. Dyrekcje szpitali sprawnie poradziły sobie z ewentualnym zagrożeniem ze strony niezadowolonego personelu medycznego. Niektóre osoby otrzymują większe miesięczne premie. I okazuje się, że nawet wszyst-kie oddziały w jednym szpitalu nie potrafią wspólnie przystąpić do strajku. Czyżby solidarność między pracownikami umarła? Pielęgniarki wychodzą z założenia, ze jeśli związki zawodowe nic nie mogą [albo nic nie chcą] zrobić, to lepiej samemu nic nie robić bo utraci się i tak marną pracę. I tu warto przypomnieć, że strajk nie jest jedyną formą walki pracowników o swoje prawa. Jest jeszcze sabotaż.

Sabotaż może przyjmować różnorakie formy i zdefiniowanie go zajęłoby chyba zbyt dużo czasu, a i tak nie byłoby to wystarczające. Dlatego postaram się ów problem zakreślić na podstawie kilku przykładów. Sabotaż, może służyć pracodawcy i być metodą do osiągnięcia większych korzyści kosztem pracowników i biedniejszej części społeczeństwa. Pewien przedsiębiorca woli zniszczyć kilkaset ton zboża, tylko dlatego aby zapobiec spadkowi cen zbóż na rynku. Efektem jest głód w niektórych rejonach świata i utrzymanie wysokich cen żywności. Taki sabotaż, choć zgodny z regułami gospodarki wolno-rynkowej, jest zbrodnią. W sytuacji kiedy pracownicy przeprowadzają sabo-taż, jest on uzasadniony wówczas kiedy jego celem są wymuszenia korzyst-nych zmian dla pracowników lub po prostu przestrzeganie przez pracodawcę praw pracowniczych, które notorycznie są łamane. W zakładach pracy były stosowane różne metody sabotażu: umyślne blokowanie maszyn, poprzez wytwarzanie produktów gorszych gatunkowo, lub na odwrót- nie wykonywanie zaleceń szefowstwa dotyczących obniżania jakości towaru bez informowania o tym odbiorcy, np. dolewanie wody do mleka było normą w pewnej mleczrni. W takiej sytuacji można albo dolać tyle wody do mleka, aby odbiorca był oburzony tym, że sprzedaje się mu "wodę o smaku mleka", a nie mleko, albo wody wcale nie dolewać [mimo zaleceń szefowstwa]. Mleko jest pierwszej klasy, a przedsiębiorca traci dochody, ponieważ wyprodukowano mniej niż zwykle towaru. Sabotaż może przyjąć formę pracy bardzo powolnej i niezbyt dokładnej, lub odwrotnie pracy bardzo dokładnej i przez to powolnej. Jednak która z metod sabotażu mogła by mieć zastosowanie w tak specyficznym miejscu pracy jakim jest szpital? Większość z przedstawionych rodzajów sabotażu naraziłaby zdrowie i życie pacjentów, a tego na pewno nie chcemy. W szpitalu powszechnie oszczędza się na wszystkim. W sytuacji, w której nie podporządkowujemy się wytycznym zakładu pracy, a w zamian wykonujemy swoje czynności zawodowe, wykonujemy je w sposób rzetelny i zgodnie z zasadami s ztuki pielęgniarskiej - z etycznego punktu widzenia, nie robimy nic nagannego, a blokując rozporządzenia o "oszczędzaniu na pacjencie", blokujemy działania, których decyzje są moralnie naganne i uderzają w dobro pacjenta.

Często stawia się pielęgniarkom zarzuty, że domagają się pieniędzy w momencie, kiedy szpital stoi na skraju bankructwa, a wypłata zaległych pensji wiązać się będzie z likwidacją szpitala. Jednak zwolennicy tego argumentu najczęściej zarabiają kilkakrotnie [a czasem kilkanaście] razy więcej niż pielęgniarki. Masowe likwidacje szpitali doprowadziłyby do wyjścia ludzi na ulice [i nie chodzi mi tu o osoby zatrudnione w szpitalach, ale o potencjalnych pacjentów], a powtórka z Argentyny była by chyba najbardziej optymistyczną wersją wydarzeń. Wtedy na pewno społeczeństwo nie obwiniałoby za zaistniałą sytuację pielęgniarek. A kogo? Na to pytanie droga czytelniczko i czytelniku odpowiedzieć musicie sobie sami.

(a)
Powrót na górę

Podobne artykuły